„Muzyka powinna intrygować i inspirować” – wywiad z Dawidem Kielarem (Spinofonia)

Ci, którzy są z nami od początku wiedzą, że założeniem naszego portalu jest wspieranie niezależnych twórców. Często robią oni coś o wiele ciekawszego niż tak zwane „gwiazdy”. Dlatego przedstawiamy Wam istniejący od 2012 roku projekt muzyczny „Spinofonia”, który do tej pory wydał trzy albumy.

Nie ukrywam, że z muzyką Spinofonii spotkałam się po raz pierwszy całkiem niedawno. I niesamowicie mi się spodobała. Przede wszystkim dlatego, że jest to coś innego. No i do mnie takie klimaty przemawiają. A że na rynku jest już najnowszy krążek, warto dowiedzieć się co do powiedzenia ma założyciel wspomnianego projektu – Dawid Kielar.

Ale od początku. Skąd w ogóle pomysł na ten projekt?  Kiedy byłem mniej siwy na czerepie niż teraz, grałem w wielu różnych zespołach rockowych i metalowych (m.in np. Suspectus, Symposium, Fortress, Fkrutce). Równolegle działałem solowo pod szyldem SPIN tworząc rock/metal ale w nieco odmiennej formie. Kiedyś przyszła potrzeba stworzenia czegoś więcej, rozbudowania wachlarza pomysłów. W ten sposób, po wydaniu dwóch demówek, jako efekt konceptu, rozwinięcia tematu było powstanie i zawiązanie projektu Spinofonia.

No dobrze, a czemu w takim razie projekt a nie zespół? Zespół koncertuje, projekt już nie koniecznie. Może zrzeszać muzyków aby stworzyć coś innego w formacie wykraczającym poza ustalony ramowy schemat zespołu. Można też rzec, że zespół to stała grupa ludzi, a projekt to tymczasowy forma, która ulega zmianie. Tym samym jest też Spinofonia. Zmienia się jej forma, skład i muzyka.

Co więc oznacza nazwa? To fuzja dwóch wyrazów. SPINO-FONIA. SPINO od „Spin” – taką miałem ksywkę w latach młodości. Fonia to dźwięki lub brzmienie. Inaczej mówiąc brzmienie spina.

Pierwszy album ukazał się dwanaście lat temu. Wielu artystów coś w swoich debiutanckich nagraniach by zmieniło. A co na ten temat ma do powiedzenia Dawid?  Od samego w początku przyświecała mi myśl fuzji muzyki rockowo metalowej z różnymi wpływami innych form czy gatunków. Debiut był niezwykle zróżnicowany przez co był trudny w odbiorze. Znalazło się tam wszystko od rocka, metalu, przez folk, funk a nawet pop-ballady. Poza kwestią brzmienia tego albumu z perspektywy czasu inaczej bym dzisiaj uporządkował utwory na tej płycie. Bardziej stylistycznie i gatunkowo. Ale debiut ma swoje prawa.

Wielu świetnych artystów (nie tylko muzycznych) swoją twórczość zmuszona jest wydać własnym sumptem. Jeśli nagrania (z różnych powodów) przedłużają się, koszta są coraz większe i samo wydanie płyty niekiedy staje pod znakiem zapytania. Jak wygląda to w przypadku Spinofonii? Niezależność twórcza ponad wszystko. Twarda dewiza. Wydanie własne daje jedną przewagę: niezależność medialną, prawa do własnej muzyki, samodzielność i wolność twórczą. Faktem jest też, że wydanie własne, prowadzenie kampanii medialnej, promocji i szerzenia muzyki jest niezwykle wymagające, czasem kosztowne ale warte zaangażowania i chyba ogólnie nie jest źle. Dla niektórych mankamentem może być fakt, że przy samodzielnych wydawnictwach, w kontrapunkcie do medialnych wydawnictw fonograficznych, pozostajesz muzykiem/zespołem/projektem/twórcą zasadniczo niszowym. Jednak przy wytrwale prowadzonej informacji i reklamie gdzieś tam można zostać zasłyszanym. Wszystko zależy też od aspiracji i ambicji. Na pewno jest to również trudne ze względu na obecne czasy gdzie każdy może tworzyć a sieć zalewana jest wszystkim i niczym. Dodatkowo wkraczając w erę gdy nawet A.I. staje się twórcą. Kiedyś ktoś napisał: dzisiaj trzeba nurkować głęboko w odmęty sieci aby zadowolić zmysły dźwiękami.

Czy w takim razie w dzisiejszych czasach, w dobie kiczu, ambitne albumy instrumentalne mają sens? Tutaj nie wystarczy przecież tylko wyglądać. Jako, że w pytaniu wybrzmiało „w dobie kiczu”, uważam również, że nie każdy album wokalny również ma sens. Lepsza bowiem dobra muzyka bez wokalu, niż wokal dograny na siłę. Nikogo tutaj nie dyskredytuję oczywiście, patrzę obiektywnie na temat. Wokalizy mogą być wtórne podobnie jak i sama muzyka, ale w formie instrumentalnej musisz komponować i zagrać tak, aby słuchacz wciągnął się w tą opowieść mimo, że słów brak. Muzyka powinna motywować i budować. Owszem nie jest to forma popularna ani specjalnie modna. Jest wymagająca i na swój sposób terapeutyczna. Muzyka powinna bowiem intrygować i inspirować. Każdy z utworów na tej płycie ma ilustracyjnie przybliżyć wyobrażenie jakiegoś tematu.

Jak więc nasz rozmówca określi najnowszy album Spinofonii? Ilustracyjny, instrumentalny rock-metal w progresywnych okolicach. Głównym założeniem było nagranie smacznej płyty, takiej która będzie przystępna w odbiorze prawie dla każdego. Czyli melodyjność, groove, liryczność i zadziorność, charakterność, przestrzenność i klimatyczność. Jednym słowem wszystko to, co może sprawiać, że płyty powinno się dobrze słuchać. Oczywiście w nakreślonych ramach rock/metal. Ja osobiście jestem bardzo zadowolony z tego albumu, ze wszystkich muzyków, procesu nagrań i miksów. Uważam, że płyta jest wielobarwna. Trzeba tutaj podkreślić ogromną rolę całego składu, który ze mną nagrywał i współpracował. Przy nagraniach pracowało siedmiu muzyków: 4 gitarzystów, basista, skrzypek i lirnik w jednej osobie. Z mojej strony były to bębny i instrumenty klawiszowe. Każdy z nich jest z nieco innego świata muzyki: Michał Walawender – heavy metalowy wirtuoz, Tomek Kotliński – wirtuoz w bardziej rock bluesowym stylu, Tomek Tatara i Piotrek Kruk to ciężkie granie i konkretny łomot, Kuba Janicki – skrzypek/lirnik to świat etniczny i folkowy. A gitarzysta Arek podobnie jak ja, lubi chyba wszystko po trochu. Wielki ukłon również w stronę Maxa Szelęgiewicza – realizatora i „miksera” tegoż materiału. Szacun za doświadczenie i cierpliwość do muzyków.

Czy album ukazał się tylko w sieci czy też jest również jego fizyczna wersja? Gdzie można go nabyć? Jak najbardziej. Wersja cyfrowa jest odwzorowaniem wersji fizycznej.
Wg. mnie nie ma albumu bez wydania fizycznego, podobnie jak subiektywnie, nie ma książki bez namacalnych stronic. Album trzeba uchwycić.
Można się z nami skontaktować na trzy sposoby: mailowo, za pośrednictwem Instagrama oraz kanału na YouTube.

Co łączy wszystkie trzy płyty? Bezsprzecznie jest różnorodność, fuzja różnych form i gatunków muzyki, melodyjność, trochę przebojowość, liryczność i romantyczność. Niektóre projekty muzyczne można zobaczyć na pojedynczych koncertach.

Jest szansa zobaczyć Spinofonię na żywo?  Nie mówię nie, aczkolwiek w tego typu projektach bardziej prawdopodobniejsze są wydawnictwa lub incydentalne wydarzenia. Można nas jednak zobaczyć chociażby tu.

Bardzo dziękuję za rozmowę 🙂    

Gorące pozdrowienia dla całej załogi i czytelników Rockpress.pl !