Muzyka, fotografia i śnieżyca czyli jak było na Dekonstrukcja Fest

Pierwsza edycja Dekonstrukcja Fest za nami. Emocje opadły więc czas na podsumowanie wydarzenia

Na samym początku warto zaznaczyć (bo jest to kluczowe), że Dekonstrukcja Fest to projekt studencki. Jego pomysłodawczynią i organizatorką jest Nela. Na zaliczenie zajęć z filozofii uczniowie mieli przygotować projekt, który nawiązywał będzie zarówno do jakiejś myśli filozoficznej, jak i będzie pokrewny kierunkowi studiów (kulturoznawstwo). Nela, jako osoba ambitna, postanowiła samodzielnie zorganizować event, który będzie fuzją muzyki i fotografii. Jak sama przyznaje „Od dawna chciałam zorganizować festiwal sama. Jeżdżę na takie wydarzenia i marzyłam o tym, aby uczestniczyć w nich nie tylko jako widz. Nie miałam wcześniej motywacji i stwierdziłam, że taki projekt to najlepsza motywacja do tego, by zrealizować swoje marzenie”. Twórczynią plakatu jest młoda graficzka Agnieszka Ogrodowska.

Tych, którzy zastanawiają się, skąd wzięła się nazwa, odsyłamy do artykułu promującego to wydarzenie. Tutaj tylko przypomnimy, że jest to nawiązanie do myśli filozoficznej. Poza tym, jak mówi Nela „brzmi dość punkowo”. A biorąc pod uwagę dobór zespołów, jest to jak najbardziej zrozumiałe.

Zostańmy chwilę przy zespołach. W końcu była to bardzo ważna część wydarzenia. Początkowo miały być trzy. Jednak zgłosiło się ich tak dużo, że organizatorka zdecydowała się na cztery, z wielkim żalem odmawiając pozostałym. Wśród wybrańców znaleźli się Nie Pamiętam, Utopia, Loud Slave oraz Beware. Trzeba przyznać, że rewelacyjnie wpisali się w klimat festu. Każdy wykonawca zaprezentował się od jak najlepszej strony. Mimo niskiej frekwencji, o czym później, dawali z siebie na scenie wszystko. Małą scenę rekompensowali sobie schodzeniem na widownię.

Jeśli chodzi o wystawę fotografii, to tutaj nie było zgłoszeń. Pomysłodawczyni zaprosiła do współpracy dwie koncertowe (jakże by inaczej) fotografki: Kicię Focię i Darkroom Photo Motę. Artystki współdzieliły „ściankę” w bardzo oryginalny sposób. Darkroom Photo Mota przygotowała, jak można się było spodziewać, fotografie zrobione podczas koncertów. Oczywiście wszystkie w wersji analogowej. Mogliśmy zobaczyć jednak nie tylko artystów, ale przede wszystkim publiczność. Bo to ona jest najważniejszą częścią każdego wydarzenia.

Prawdziwym zaskoczeniem były prace przygotowane przez Kicię Focię. Przedstawiały one … grzyby!!! Ale jakże rewelacyjnie uchwycone!!! Na wydrukowanych fotografiach dodatkowo wyskrobała, za pomocą igły do tatuażu, niesamowite grafiki. Jeśli to nie jest dekonstrukcją, to nie wiemy co nią może być. Skąd jednak pomysł na grzyby? „Fotografowanie grzybów jest cholernie ciekawe, więc oczywistym było, że to one znajdą się na wystawie. Przeglądając zdjęcia na dysku wybrałam te, moim zdaniem, najciekawsze. Było zdjęcie pierwszego grzyba, od którego wszystko się zaczęło (to ta wielka huba), były grzyby z gliwickiego rezerwatu i nawet z Chorwacji” Jak widać, nie samymi koncertami człowiek żyje. Darkroom realizuje się również w street photo oraz mrocznych sesjach, Kicia w fotografii makro.

Jakie są więc ich fotograficzne marzenia? Kicia: „Grzybowe foto marzenie to fioletowe grzyby, a niegrzybowe to coraz większe koncerty i festiwale. Chciałabym kiedyś dostać akredytację za granicą, ale do tego jeszcze dłuuuuugaaa droga”. Darkroom: „Chciałabym w końcu zrealizować wszystkie projekty, które mam w głowie i których wciąż przybywa. Oczywiście aparatami analogowymi. A z muzycznych? Dojść do perfekcji w koncertowej fotografii analogowej”. Oczywiście obu artystkom życzymy, aby marzenia te się spełniły.

Wróćmy jednak do naszej młodej, ambitnej organizatorki. Naszym zdaniem wydarzenie udało się bardzo dobrze. Jakie jednak są jej wrażenia? „Wiem, co trzeba poprawić następnym razem. Mam już w głowie wstępny zarys. Człowiek uczy się na błędach. Cieszę się, że zaliczę projekt, aczkolwiek mam świadomość, że gdybym miała na to więcej czasu, to mogłabym zrobić go lepiej”. Co było w takim razie największym wyzwaniem? „Przede wszystkim było bardzo mało czasu. Wiele rzeczy musiało być zrobionych trochę na pół gwizdka, nie za bardzo był czas na wybór terminu (przypominamy, że projekty mają swój deadline), przez co pokrywało się to z innym wydarzeniami. Największym chyba wyzwaniem było znalezienie miejsca, bo na jego szukanie poświęciłam chyba ze dwa miesiące”.

No cóż, my nie zajmujemy się organizowaniem koncertów więc nie będziemy się wypowiadać. Podziwiamy za zapał i ambicję. Niewątpliwie organizacja takiego przedsięwzięcia w pojedynkę i jeszcze debiut, to coś godnego szacunku. Są rzeczy, których jednak przewidzieć się nie da. Pogoda. Może i tego dnia w Łodzi były inne dwa wydarzenia. Uważam jednak, że przyciągnęły one zupełnie inną publiczność. Niska frekwencja, według mnie, spowodowana była pogodą. Powiedzieć, że zima zaskoczyła łódzkich drogowców, to jak nie powiedzieć nic. Śnieżyca, zasypane drogi (często nieprzejezdne) i chodniki (nawet nie skomentuję) sprawiły, że większość ludzi zapewne wolała zostać w domu niż ryzykować czy będzie miała jak wrócić

Wiadomo, że Nela myśli już o kolejnych edycjach. Kiedy? Gdzie? Tego nie zdradza. Na pewno nie będzie to Łódź, ponieważ fest ma być imprezą „objazdową”. I raczej nie zimą 😉 Możecie być pewni, że będziemy informować Was na bieżąco.

Trzymamy bardzo mocno kciuki za powodzenie kolejnych edycji. Tutaj jeszcze tylko przypomnimy, że dalej trwa zbiórka za portalu zrzutka.pl . Jeśli więc wspieracie takie inicjatywy, możecie dorzucić swoją cegiełkę.