AntyRefleks. Każdy koncert chcemy grać na 110 %
Niedawno ukazała się debiutancka płyta żyrardowskiego zespołu AntyRefleks. Świetna okazja by spotkać się w pewien deszczowy dzień i porozmawiać chwilę
Zespół AntyRefleks istnieje od zaledwie czterech lat. Jak sami o sobie mówią, są po prostu bandą znajomych, którzy od początku stawiają na zabawę. Od strony muzycznej jednak wszystkie początki są trudne. Nikt się nie zna, nie ma kasy. Chcesz dużo robić, ale trochę brakuje możliwości. Tym hamulcem u nas było właśnie to, że jesteśmy biedni jak szczury i na wszystko tak naprawdę zarabiamy z koncertów. I tak ta machina zaczęła się rozkręcać. Postawiliśmy na to, że ta muzyka ma być jakościowa. To wystarczyło, żebyśmy zostali zauważeni przez większe zespoły, takie jak Pull The Wire, Nocnego Kochanka, Łydkę Grubasa, Zenka Grabowskiego.
Brali też udział we wszystkich konkursach, a ich profesjonalne podejście zaowocowało wieloma wygranymi. Czy z perspektywy czasu uważają, że było to dobre posunięcie? Czy polecają je innym, początkującym wykonawcom?Przeglądy są super, bo gdzie zespół młody ma zaczynać, jak nie na przeglądzie? Każdemu młodemu zespołowi polecilibyśmy tego typu początek. Jak przyjechaliśmy na pierwsze przeglądy to było trochę tak, jak z Mają Chwalińską. Wszyscy podchodzili do niej z sympatią. Ona wygrywała, bo nie za bardzo było wiadomo kim jest i jak gra? Z nami na początku było tak samo, aż w końcu poznali się na tym, że jak AntyRefleks przybywa, to raczej wygrywa. Każdy koncert gramy na 100, a nawet na 110 %.
Nie obyło się jednak bez nieprzyjemnych sytuacji, takich jak podcinanie strun czy wyłączanie prądu. Graliśmy na jakimś przeglądzie kapel szkolnych. Była tam bardzo nieprzychylna ekipa techniczna. Podczas wykonywania utworu „Taki”, o tym, że każdy z nas jest inny, że warto się lubić, wyłączyli nam prąd. Za chwilę wbiegła jakaś ekipa młodych raperów i zaczynają wykrzykiwać takie hasła jak „wyperdalać jebane panczury”. Koncert został w połowie przerwany, a z głośników zaczęła lecieć ich muza. Wszystko rozumiemy, że mogą być jakieś błędy. To jednak było bezczelne.
Niektórzy przywiązują wielką wagę do szufladek. Jednak nie AntyRefleks. Ich muzykę trudno zaklasyfikować. W repertuarze zespołu znajdziemy zarówno utwory podchodzące pod punk, jak i pop rockowe. My tak sobie lawirujemy. Nie nastawiamy się, że teraz napiszemy taki utwór, a teraz taki utwór. Idzie to automatycznie. Komuś wpadnie coś do głowy, siadamy nad tym, pracujemy. Te utwory na początku zawsze brzmią inaczej. Później dopisujemy tekst i powstają perełki lub rzeczy, które chowamy do szuflady. Po naszej śmierci może się okaże, że to też perełki. AntyRefleksu nie da się zaszufladkować. Nasz opis powinien brzmieć „sceniczny nieporządek”.
Na swoim koncie mają koncerty z wieloma znanymi wykonawcami. Wystarczy wymienić choćby część z nich, jak choćby Pull The Wire, Zenek Grabowski, Nocny Kochanek, Dr Misio czy Farben Lehre. Na pytanie z kim grało im się najlepiej, odpowiadają bardzo dyplomatycznie. Gdy gramy pierwszy raz z kimś, z kim się nie znamy, to naturalne jest, że jesteśmy dla nich kolejnym supportem. Czasami jednak podczas koncertu widzimy, że z gdzieś z boczku jest ktoś z któregoś zespołu. Nikt ich do tego nie zmusza. Każdy koncert jest inny i każdy zespół jest inny. Pewnie za parę lat, jak będziemy na poziomie zespołów, przed którymi grami teraz, to jakbyś zadała to samo pytanie młodym kapelom, to na pewno powiedzą, że inaczej gra się z AntyRefleksem, a inaczej z Nie Pamiętam. Mamy inną wrażliwość i po prostu jesteśmy innymi chłopakami. Różne zespoły podchodzą różnie do supportów. Jak zobaczą jednak, że jest fajny koncert, że nie robimy hałasu czy syfu na backstage, niczego nie kradniemy, to po koncercie podchodzi do nas lider czy menager i mówi „słuchajcie, zrobiliście zajebistą robotę, bardzo fajnie nam się z Wami grało”. To, co my robimy na scenie, to jedno. Ale chyba ci ludzie patrzą na to wszystko też od zaplecza. Nie mamy żadnych wymagań, jesteśmy bardzo ugodowi, bardzo bezproblemowi. Jeżeli mamy skrócić set, to skracamy. Zawsze staramy się robić tak, żeby i wilk był syty i owca cała. I chyba to jest najważniejsze. Zagraliśmy co prawda dwieście koncertów po Polsce, ale wciąż znamy swoje miejsce w szeregu. Jesteśmy w gościach, korzystamy z uprzejmości. Jeśli chodzisz dumny, jak paw, to nie widzisz tego, co jest przed Tobą. Trzeba mieć pokorę. Tej z pewnością im nie brakuje. Bo choć, co naturalne, chcą być rozpoznawalni, wciąż cieszy ich widok pięciu osób w ich koszulkach i śpiewających z nimi na koncercie innego wykonawcy.
Swojego czasu AntyRefleks grał bardzo dużo ze wspomnianym już zespołem Pull The Wire. Czy nie obawiają, że przylgnie do nich łatka, że gdyby nie starsi koledzy to nie zaszliby tak daleko? I że tak naprawdę to „Pulle” ich wyporomowali? Pull The Wire są dla nas bardzo ważni. Nie tyle są to nasi znajomi z miasta, co my na nich mówimy nasze wuje. W takim dobrym kontekście. Bo to naprawdę tacy wujkowie z dobrymi radami. Ale to nie dzięki nim wygraliśmy Pol’and’Rock czy zagraliśmy w telewizji. Faktycznie zagraliśmy dużo koncertów z chłopakami z PTW, bardzo się lubimy, spotykamy się nie tylko na koncertach, ale również na prywatnych imprezach. Czego jednak byśmy nie zrobili, to ludzie zawsze będą gadać. Im bardziej będziemy się pokazywać, to musimy mieć coraz twardszą dupę. Tak więc czy gralibyśmy z Pull The Wire, czy Zenkiem czy Ich Troje, to zawsze by nas wrzucili do jakiegoś wora. Niektórym będziemy kojarzyć się z tymi, co grają Dżagę. Zawsze będzie jakaś łatka.
Spotkaliśmy się przy okazji wydania debiutanckiego albumu zespoły „Fabryka Marzeń”. Autorką okładki jest Barbara Kasperek, która, dzięki wskazówkom chłopaków, świetnie przeniosła na papier jej „żyrardowski” wydźwięk. I nie chodzi jedynie o samą czerwoną cegłę, ale również „Gazetkę Zakładową”. Z założenia miało to być coś więcej, niż tylko kawałek plastiku. Płyta powstawała dość długo. Dlaczego? Raz, że kasa, dwa – problemy Patryka z głosem. Chcieliśmy mieć te utwory dopracowane na tyle, żeby mieć przekonanie , że są one dobre jakościowo. Postawiliśmy na profesjonalne, drogie studio u Dzikiego, który od samego wejścia uczył nas jak się nagrywa płyty. Te utwory to są takie nasze początki. Pisaliśmy je, gdy się zaczynaliśmy spotykać. Gdy mieliśmy ich kilka, to pomyśleliśmy, że czas wydać płytę. Nie mieliśmy jednak pieniędzy. Grając koncerty i zarabiając jako zespół wszystko odkładaliśmy na fundusz płytowy. Trochę więc tego czasu minęło. Chcieliśmy też, aby była pokłonem dla ludzi, którzy przychodzą na koncerty. Zależało nam, żeby to było też dobrej jakości, żeby nie okazało się, że płyta jest jakoś drażniąco gorsza od tego, tego, co robimy na koncertach. Więc powstała ona z wielką pomocą Dzikiego jako producenta i rejestratora. Bardzo się cieszymy, że wyszła w takim wydaniu, że jest bardzo żyrardowska, jest dużo motywów ceglanych.
Sam tytuł można interpretować dwojako. „Fabryka marzeń” może być zarówno odnośnią do spełniania marzeń w tym zespole, jak i do tego, że są z fabrycznego miasta, który jest tą fabryką marzeń. Chcieliśmy, aby ta płyta była bardzo mocno osadzona właśnie w Zyrardowie. Tu są nasze początki, to jest nasza pierwsza płyta. W środku jest też gazetka, która była rozpropagowana w XIX wieku, kiedy to ludzie wiedzę czerpali właśnie z gazet. Zachęcamy do zakupu, będzie to wkład na naszą drugą płytę.
My również zachęcamy do zakupu i do wybrania się na koncert chłopaków. Naprawdę warto.

